Jak zarabiają uliczni sprzedawcy i pospolici naciągacze?

Zasadę wzajemności z zapałem maniaka wykorzystują wszelkiej maści uliczni ‘zaczepnicy’. Kilkakrotnie zdarzyło mi się, że na ulicy podszedł do mnie młody człowiek i poprosił o opinię na temat muzyki, którą tworzy, lub wierszy, które pisze. Schemat jest zawsze prosty: na starcie otrzymujemy do ręki twórczość artysty (ładny wydruk, czy odtwarzacz ze słuchawkami), następnie poprzez prośbę o opinię, artysta nawiązuje z nami kontakt, a my na ogół choćby z grzeczności wypowiadamy się pozytywnie na jego temat. Zwieńczeniem procesu jest pytanie artysty, czy nie zechcielibyśmy nabyć kopii jego twórczości z jego podpisem. W tym miejscu nie mamy pola do wycofania się, ponieważ wcześniej wypowiedzieliśmy się pozytywnie, a dodatkowo dostaliśmy już do ręki ‘cząstkę duszy artysty’. Na myśl przychodzi mi jeszcze jeden bardziej klarowny przykład. Pomiędzy przedziałami pociągu chodzi kulawy chłopiec i rozdaje namalowane przez siebie obrazki.

Kiedy wszyscy obecni pasażerowie trzymają już w rękach jego twórczość, ten pyta czy ktoś nie zechciałby go wesprzeć jakimś datkiem ‘na farby’. Oprócz oczywistej zasady wzajemności (w rękach trzymamy coś, co otrzymaliśmy od niego, więc chcielibyśmy się odwdzięczyć), chłopiec ten wykorzystywał także emocje takie jak empatia i współczucie, aby jego sprzedaż była jeszcze bardziej efektywna.

 

Czy taki model ma swoje odzwierciedlenie w biznesie?

Do uczuć takich, jak litość lepiej w konwencjonalnym biznesie się nie uciekać, zaś co do zasady wzajemności jak najbardziej. Wiele szkół językowych proponuje bezpłatne lekcje językowe, po których obecnym jest proponowany pełny, płatny kurs. Firmy farmaceutyczne w całej Polsce organizują bezpłatne badania wzroku, kręgosłupa, stawów, czy nawet zdrowego snu, na których obecni dowiadują się o swoim stanie zdrowia, który mogą poprawić dzięki produktom danej firmy. Najbardziej zaś klasycznym przykładem są wszelkiego typu spotkania ‘na których dowiedzą się Państwo wiele na temat zdrowego żywienia’, lub ‘gdzie poznają Państwo niebezpieczeństwa związane z obecnością roztoczy w domu’, a gdzie jednocześnie będziemy mogli nabyć kosztowny sprzęt AGD.

 

Co mogę dać, aby wziąć?

Zasada ‘givers gain’, czyli ‘dający zyskuje’ nie jest ograniczona tylko do wąskiej grupy biznesów. Praktycznie każda firma może zwabić klientów bezpłatnymi atrakcjami. Wystarczy tylko zastanowić się, co może zaciekawić klienta na tyle, żeby nas odwiedził, a jednocześnie będzie dla nas mało czaso/kosztochłonne i pozwoli na dalszą sprzedaż. Dla przykładu: jeśli prowadzimy salon kosmetyczny, możemy na naszym fanpage-u ogłosić promocję, że każda osoba, która udostępni naszego posta będzie mogła u nas bezpłatnie zgłosić się na konsultację i wybrany zabieg (np. pielęgnacja paznokci), a podczas spotkania możemy zaproponować klientowi pozostałe usługi. Dzięki temu oprócz zwabienia naszych dotychczasowych klientów, zyskujemy także szansę na dotarcie także do ich znajomych. Najbardziej zaś uniwersalną metodą jest rozdawanie kuponów promocyjnych. Ważne jest tylko, aby oferta dla klienta faktycznie wydawała się korzystna.

Jeśli decydujemy się na prosty rabat procentowy, to pamiętajmy, że rabaty 3% czy 5% z reguły trafiają do kosza. Aby oferta choć trochę zaciekawiła klienta musi to być minimym 15%. Oczywiście może być to rabat tylko na wybrane rodukty/usługi. Jeśli zaś w naszej branży płaci się za wstęp, to możemy klientowi zaoferować na przykład pierwsze wejście za darmo (w przypadku np. siłowni, które z reguły klienci będą odwiedzać regularnie), lub pierwsze 15 czy 20 minut za darmo (np. w przypadku kręgielni, które są odwiedzane okazjonalnie, ale aby gra miała sens i tak trzeba zostać przynajmniej godzinę – dwie, a przy okazji klient może jeszcze się zdecydować na coś do jedzenia/picia). Dodatkowo możemy zmusić klienta do zapełnienia nam godzin, w których mamy w firmie przestój, dodając jako warunek wykorzystania rabatu np. ‘kupon do zrealizowania w dni powszednie do godziny 17:00’.

Szybki kontakt!
+
Wyślij!